Od 1990 roku, jeszcze jako dyrektor szkoły podstawowej, Jerzy Szczepanek ma związek z wielbarskim samorządem. Doświadczenie więc ogromne i wystarczające, by ubiegać się o urząd burmistrza Miasta i Gminy Wielbark. Czy taka właśnie towarzyszy kandydatowi motywacja? Co planuje? Jaką ma wizję Wielbarka za pięć lat? O tym rozmawiamy.

Tyle doświadczenia, ile historii samorządu - materiał opłacony przez KWW Jerzego Krzysztofa Szczepanka - Najpierw nieco historii. O tym samorządowym doświadczeniu.

- Pracę zacząłem jako nauczyciel Szkoły Podstawowej w Lesinach Wielkich w 1983 roku. W 1990 roku zostałem dyrektorem tej szkoły. Jako 27-latek, wtedy najmłodszy dyrektor w województwie. W 1998 roku wygrałem konkurs na dyrektora Szkoły Podstawowej w Łatanej Wielkiej i w tym też roku po raz pierwszy wziąłem udział w wyborach samorządowych. Cztery lata później, w 2002 roku, zostałem radnym powiatowym. I z przerwą w kolejnej kadencji (2006-2010) piastuję ten mandat do dziś. Od 2010 roku jestem członkiem kolejnych Zarządów Powiatu, a dodatkowo w kadencji, która zmierza ku końcowi, jestem też wicestarostą powiatu szczycieńskiego. Obejmując tę funkcję odszedłem z Zespołu Szkół w Wielbarku, którego byłem dyrektorem w latach 2007-2018.

- Czyli w sumie ile to lat?

- Zależy jak liczyć: z pracą w szkole czy bez. Ale bez, to i tak już długo. Prawie 18 lat. Można by więc powiedzieć, że jestem samorządowcem od narodzin do dorosłości. Gdyby to porównać z ludzkim życiem, to przeszedłem te najważniejsze etapy edukacji i rozwoju, a teraz czas, by to spożytkować.

-

Tyle lat bezpośredniego związku z powiatem, to dlaczego Wielbark?

- Bo w Wielbarku mieszkam od 2003 r., wcześniej, od urodzenia, w Lesinach Wielkich. Jest to więc moje miasto, moja gmina, mój dom.

- Po ponad 21 latach rządzenia gminą przez Grzegorza Zapadkę i zmianach, jakie były jego udziałem, nie będzie łatwo sprostać wyzwaniu…

- Fakt. Poprzeczkę zawiesił bardzo wysoko. Mnóstwo w gminie zmieniło się na lepsze, ale to nie znaczy, że nie ma nic więcej do zrobienia. Nie może samorząd spocząć na laurach, a wręcz przeciwnie. Na pewno trzeba intensywnie działać nadal, by gmina w dalszym ciągu rozwijała się tak, jak dotychczas.

- Jakie są podstawowe obszary, które wymagają kontynuacji, a może poprawy?

- Zdecydowanie głównie kontynuacji. Nie ulega wątpliwości, że nasza gmina zyskała już miano wybitnie przyjaznej inwestorom. Tego nie można zaprzepaścić, a nieustannie wykorzystywać, tym bardziej, że terenów do przemysłowego zagospodarowania, zarówno w samym Wielbarku, jak i innych miejscowościach jest wiele. Zresztą już jest tak, że pojawiają się firmy, które same sobie tereny inwestycyjne tworzą, kupując je od prywatnych właścicieli. Dalszy rozwój gospodarczy stanowi więc na pewno priorytet. Niemniej gmina już ma dobrą, a nawet bardzo dobrą sytuację pod względem ekonomicznym. Można więc zacząć inwestować w ludzi, a właściwie też kontynuować tę inwestycję.

- A dokładniej?

- Od kilkunastu lat trwa budowa świetlic wiejskich. W wielu sołectwach już one są i chcę, by powstały kolejne. To zaplecze do aktywizacji mieszkańców, a na tej aktywizacji bardzo mi zależy. Wśród swoich postulatów mam więc m.in. utworzenie funduszu sołeckiego w takiej formie, w jakiej istnieje on w innych gminach, a także budżetu obywatelskiego w samym Wielbarku. W minionych latach pod tym względem też wiele się zmieniło na plus. Powstało i aktywnie działa wiele organizacji pozarządowych oraz kół gospodyń wiejskich. Niewątpliwie najwyższa pora na to, by ta aktywna część mieszkańców współdecydowała o sprawach im bliskich. Chciałbym też ułatwić codzienne życie tym, dla których nie jest ono łatwe.

- Czyli dla kogo?

- To seniorzy, osoby starsze, przewlekle chore i często samotne oraz niepełnosprawni. Ich ta codzienność i jej trudy dotykają najbardziej. Związane są z często prozaicznymi sprawami: dojazdem do lekarza, na rehabilitację, czy do urzędu. W moim programie przewiduję więc m.in. zakup (ewentualnie leasing) specjalnego busa i organizację dojazdu dla potrzebujących mieszkańców do Wielbarka.

- Planowany rozwój gospodarczy prędzej czy później przełoży się także na rozwój demograficzny, czy więc nie czas pomyśleć też o młodych i najmłodszych?

Ależ myślę! To im właśnie ma służyć między innymi placówka żłobkowo-przedszkolna. Moim zdaniem doskonałą lokalizacją dla takiego obiektu jest ulica Targowa. Chciałbym, by w Wielbarku działała nie tylko Rada Seniorów, ale także Rada Młodzieżowa. To głównie młodym mieszkańcom gminy miałyby służyć boiska sportowe, których już trochę jest, ale przydałyby się np. w Stachach czy Przeździęku Wielkim. Wśród moich priorytetów znajduje się budowa krytej pływalni i zapewnienie nauki pływania w ramach lekcji wychowania fizycznego. Naprawdę, jest jeszcze wiele spraw, których załatwienie poprawi życie mieszkańców i uatrakcyjni gminę.

- Wystarczy czasu, energii i gminnych pieniędzy na typowe a niezbędne działania: drogi, ochrona środowiska itp.?

Nie może zabraknąć. Mówiłem dotychczas o działaniach i planach, które są gminie potrzebne, a nie były wystarczająco eksponowane. Nic dziwnego, ani żadna to dla kogokolwiek ujma. W samorządzie, jak w domu czy rodzinie, dba się przede wszystkim o zabezpieczenie podstawowych potrzeb. Nikt przecież nie kupi nowoczesnego telewizora, jeśli wcześniej dzieci nie będą miały butów czy książek. Dlatego kwestię budowy dróg, wodociągów czy kanalizacji traktuję jako tak oczywistą, że nie ma o czym mówić. Takie inwestycje są po prostu konieczne, niezbędne i – można powiedzieć - stałe. Nie da się ich nie realizować, bo potrzeby w tym zakresie też są właściwie stałe. Trzeba budować drogi tam, gdzie ich jeszcze nie ma, trzeba naprawiać te, które zbudowane zostały 10 czy 20 lat temu, bo przecież nie są one „na zawsze”. Jak się czegoś nieustannie używa, to się to zużywa. Swoje zamiary inwestycyjne wymieniam dość szczegółowo w moim programie wyborczym. Jest ich naprawdę dużo.

- Jak więc zmieni się Wielbark za pięć lat pod pana ewentualnymi rządami?

- Określenie „samorząd” ma dwa znaczenia. Z jednej strony to władze: burmistrz i rada miejska oraz sołtysi, z drugiej – według mnie ważniejszej – to wspólnota wszystkich mieszkańców. Marzę o tym i liczę na to, że za pięć lat Gmina Wielbark w pełni będzie taką wspólnotą. Wspólnotą, której członkowie będą czuli i potrzebę, i chęć działania na jej rzecz. A że przykład idzie z góry, więc – jeśli mieszkańcy Wielbarka i gminy mi zaufają – zamierzam własnym działaniem i aktywnością udowadniać każdego dnia, że jest to możliwe. Jednak nie sam, bo nasz samorząd - Miasto i Gmina Wielbark - to nasza wspólna sprawa. Wszyscy więc

ZADBAJMY O DALSZY ROZWÓJ NASZEJ GMINY.